A Travellerspoint blog

By this Author: Kawki4

Arrivederci Roma!

Bazylika św. Piorta, termy Dioklecjana, plac Republiki, bazylika Santa Maria Maggiore

semi-overcast 21 °C

Ostatni dzień naszego city break!

Mieszkanie musimy opuścić rano a samolot dopiero późnym wieczorem - co oznacza, że mamy cały dzień w Rzymie, jedyny mankament jest taki, że musimy ze sobą ciągnąć walizki.

Ponieważ członkowie wycieczki okazywali już niejakie oznaki zmęczenia: rozdrażnienie, zniechęcenie, frustrację, irytację, fukanie, utykanie, ciągnięcie nogami, wywracanie oczami... trzeba było dratycznie zmienić plan dnia. Jakoś nie wyglądało na to, że jest chęć i siła by włóczyć się uliczkami Zatybrza, snuć się po termach Karakali czy odkrywać podziemia Rzymu w katakumbach Kaliksta...

Była natomiast ochota na przemieszczenie się w stronę dworca Termini, z którego to mieliśmy powrotny autobus na lotnisko.

Postanowiliśmy więc nadrobić to, na co zabrakło nam energii poprzedniego dnia - na spokojnie wejść do Bazyliki św. Piotra i zobaczyć ją w całości.
Bagaż musiał pozostać na zewnątrz, ale okazało się że nie było problemu z ochotnikami, którzy zostaną i będą go pilnować.

1000038515.jpg

Reszta natomiast weszła do Bazyliki (przechodząc przez coraz bardziej znaną procedurę z rzymskich zabytków opatrzonych "naj" - długa kolejka, kontrola bezpieczeństwa, wszędobylski tłum nie pozwalający na chwilę zadumy i kontemplacji).

Bazylika jest gigantyczna i w jej wnętrzu też wszystko ma wywoływać poczucie bycia prochem.
Fasada licząca 115 metrów długości na 45 metrów szerokości, gigantyczne kolumny i drzwi z brązu, wewnątrz - marmury (skradzione w większości z antycznych budowli), odlewy z brązu (też z antycznych budowli), olbrzymie posągi i rzeźby (z przepiękną Pietą Michała Anioła)...

1000038521.jpg1000038518.jpg
1000038522.jpg1000038527.jpg

...niezliczone groby papieży, mniej lub bardziej nam znanych - zarówno w głównym kościele jak i w kryptach...
1000038523.jpg1000038526.jpg

Miejsce zadumy i zachwytu, ale jakoś nijak nie pasowało mi do niego wspomnienie, że to w tym miejscu stał cyrk, w których Rzymianie wykonywali wyroki na pierwszych chrześcijanach i gdzie zginął zarówno św. Piotr jak i św. Paweł. Ponoć ołtarz Bazyliki stoi dokładnie w miejscu, w którym pochowano św. Piotra. Nie ma tam nic ze skromności pierwszych chrześcijan i ubóstwa Jezusa, ale jeśli świątynia miała świadczyć o tym, jak potężny stał się kościół na przestrzeni wieków - to zdecydowanie udało się to osiągnąć. Jest też kolejnym dowodem na geniusz jej twórców - kopuła budowana według projektu Michała Anioła (niestety nie dożył zakończenia tej budowy) i jego następców, z freskami, które są doskonale widoczne z 117 metrów poniżej - robi niesamowite wrażenie. I pomyśleć, nie było wtedy maszyn, komputerów - tylko umysł ludzki i siła rąk.
Sama kopuła to 22 miesiące żmudnej pracy ponad 800 robotników. Właściwie są to dwie kopuły - wewnętrzna i zewnętrzna, dzięki temu można było wbudować w środek schody, którymi wychodzi się na taras widokowy! Czyli generalnie jak kornik w wydrążonym tunelu tak ludzie przechodzą teraz przez kopułę!
Na kopułę nie weszliśmy (wiadomo, poziom energii na ten dzień dość niski a punktów widokowych już dużo zaliczyliśmy), natomiast pokręciliśmy się nieco po Placu św. Piotra, który też jest fenomenalny. Zaprojektowany przez kolejnego geniusza - Gian Bernini'ego, wokół - uwaga - egipskiego obelisku sprowadzonego do cyrku Kaliguli i Nerona, dla niepoznaki uświęconego krzyżem.
1000038533.jpg

Sam Plac powstał długo po zakończeniu budowy nowej bazyliki i musiał się z jej wielkością dobrze skomponować. Taki też jest - dzięki zamysłowi postawienia kolumnad stworzonych przez 284 kolumny w 4 rzędach po dwóch stronach owalu. Kształ placy ma nawiązywać do znajdującego się w tym miejscu cyrku i miejsca męczeńskiej śmierci pierwszych chrześcijan. Jeśli dobrze się wpatrzeć w powierzchnię, to znajdziemy miejsce, w którym wszystkie kolumny z 4 rzędów ustawiają się idealnie za sobą - środek okręgu. Proste, a jak genialne!

1000038529.jpg

Odszukaliśmy resztę wycieczki..
1000038534.jpg
...i ruszyliśmy nieco okrężną drogą na metro, na dworzec, do przechowalni bagażu.

Lżejsi o walizki i ciężsi o posiłek w żołądkach, zdecydowaliśmy się zobaczyć co okolice Dworca Termini mają do zaoferowania. Wycieczka nie miała już ochoty na żadne dalsze eskapady.

A że to jest Rzym, i gdzie się nie obrócić to jest albo jakaś kolumna albo jakiś piękny kościół albo monumentalny plan - zobaczyliśmy jeszcze na koniec wszyskiego po trochu!

Tuż obok dworca znajdują się Termy Dioklecjana, lub jak to wyjaśniliśmy w prostych słowach dzieciakom - miejski basen, taki antyczny aquapark.
Do tego trochę architektury Michała Anioła, który wkomponował w ruiny starożytnych klasztor (zamieniony teraz oczywiście na muzeum) i kościół. Zostawiliśmy straż tylną na posterunku a sami poszliśmy odkrywać miejsce, w którym dyskutowano o prozie życia, dziejach świata lub też zupełnie normalnie zażywano kąpieli.

1000038540.jpg

Najpierw więc chodziliśmy po dawnym klasztorze, wśród krużganków i drzewek pomarańczy, starożytnych cisów i niekończących się rzędów posągów, rzeźb, popiersi, płyt nagrobnych...Niebo dla wielbicieli antyku, dla nas chwila wytchnienia.
1000038536.jpg1000038562.jpg1000038542.jpg1000038552.jpg1000038561.jpg1000038565.jpg1000038544.jpg1000038545.jpg

A przy okazji - odrobina zabawy, bo zaczęliśmy zwracać uwagę na to, czy faktycznie wszystkie rzeźby w Watykanie i w Rzymie zostały ofiarą wielkiej kastracji. ..większość niestety tak! Mieliśmy ubaw czytając o kastracji rzeźb :) a ciekawych zachęcam do poszperania w przewodnikach i internetach :)

Tuż przed samym wyjściem z Muzeum trzeba było przejść przez przeszkolone drzwi i dopiero tam można było odczuć jak wspaniałe było to niegdyś miejsce. Wyobraźnię wspomagała na pewno wizualizacja Term w szczycie ich świetności wyświetlana w muzeum...

1000038571.jpg
1000038601.jpg1000038572.jpg

...ale przestrzeń zamknięta w olbrzymich murach, wielkie okna, mozaiki na podłodze i resztki fresków na ścianach też dawały radę. To miejsce musiało być kiedyś niesamowite!
Dziś w starożytnych murach i wokół antycznych rzeźb stworzono przestrzeń wystawienniczą dla współczesnych twórców - i naprawdę się to kompnowało, może nie każda rzeźba/instalacja wywoływała ten sam podziw co te kilkutysiącletnie, ale kilka było naprawdę ciekawych.
1000038576.jpg1000038575.jpg1000038578.jpg1000038588.jpg1000038592.jpg1000038595.jpg

W Termach Dioklezjana jest cisza i spokój. Nie ma takiego tłumu turystów jak w Koloseum, na Schodach Hiszpańskich czy w Watykanie. Aż trudno sobie wyobrazić, że naprawdę tętniło tam życie i w środku mogło przebywać nawet 3000 ludzi! Ale jest to świetne wytchnienie od turystycznego zgiełku i naprawdę niezły pomysł na zabicie czasu i liźnięcie Antyku jeśli dysponuje się tylko niewielką chwilą przerwy na Dworcu Termini.

Z Term ruszyliśmy dalej, w stronę Placu Republiki. Tak naprawdę chcieliśmy wejść do kościoła, który Michał Anioł wkomponował w pozostałości po Termach, ale ponownie jak wiele innych miejsc - zamknięte na czas remonu. Mogliśmy tylko zapukać do mosiężnych drzwi. Nikt nie odpowiedział....
1000038606.jpg
Za to Plac Republiki zrobił wrażenie, choć oczywiście też był częściowo w remoncie...
1000038609.jpg

z Placu Republiki rzut beretem do papieskiej Bazyliki Santa Maria Maggiore, czyli Matki Boskiej Większej.
Najpierw zobaczyliśmy jej plecy - same w sobie imponujące:
1000038611.jpg
a po chwili i front:
1000038613.jpg

Dopiero jednak we wnętrzu (tym razem bez tłumów, z maleńką kolejką i kontrolą bezpieczeństwa) było prawdziwe OOOO...
Mozaiki na podłodze, na ścianach, kasetonowy złoty sufit...Ołtarz będący mini ołtarzem z bazyliki św. Piotra i schowane pod nim relikwie żłóbka ze stajenki.
1000038616.jpg1000038614.jpg1000038620.jpg1000038622.jpg1000038623.jpg
Jeszcze jedna Kaplica Sykstyńska (inny Sykstyn, kaplica dająca możliwość posiedzenia w ciszy i kontemplacji) z pozłacanym tabernakulum i przepiękną kopułą...
1000038631.jpg
Gdzieś w tym kościele pochowany był Bernini, wielki rzeźbiarz i architekt baroku...wyszliśmy jacyś tacy zadumani. A może już przesyceni?

Były ruiny, był plac, był kościół - musiał też być ostatni posiłek w Rzymie. Pochodziliśmy trochę po okolicznych uliczkach..
1000038635.jpg 1000038639.jpg
..znaleźliśmy w końcu jakąś pizzerię i posileni włoskim jedzeniem (w przeciętnym wydaniu ale dużej ilości) wróciliśmy na dworzec.

Tam jeszcze jeden włoski smak - i szczerze - chyba najlepsze lody jakie przyszło nam jeść w Rzymie, mimo że musieliśmy czekać aż się odpowiednio zmrożą. Ale akurat czasu mieliśmy sporo do autobusu więc i na degustację można było poczekać. A było warto!
81e45040-a784-11ef-9637-2d083594fbe4.jpg

W końcu przyszedł czas na pożegnanie Rzymu, ostatni rzut oka...
80d10b80-a784-11ef-b43d-e1bc9824d24e.jpg
...i jeszcze na lotnisku D. urządził nam mały koncert :) Bo było malarstwo, rzeźba, architektura a muzyki jak na lekarstwo (nie licząc pianisty w Parku Borghese...)
80e9eab0-a784-11ef-a31a-1d0961dc86f9.jpg

I takim to muzycznym akcentem powędrowaliśmy w stronę lotniskowych bramek i czekającej nas listopadowej aury.
Arrivederci Italia, Arrivederci Roma!

Posted by Kawki4 19:44 Archived in Italy Comments (0)

Śladami geniuszu...

Piazza del Popolo, Park Borghese, Centrum da Vinci, Muzea Watykańskie

sunny 21 °C

Taka ciekawostka - słowo "geniusz" weszło do języka powszechnego w okresie...renesansu. Korzenie oczywiście sięgają antyku, ale to w renesansie zaczęto używać tego słowa w znaczeniu, które nadajemy mu i dziś. Geniuszowi przypisywano opętanie "boskim szałem", osoby obdarzonej naturalnymi, ponadprzeciętnymi zdolnościami twórczymi w wielu różnych dziedzinach. Michał Anioł, Rafael, da Vinci i wielu innych... wcielenie geniuszu. A w czasach, w których tworzyli, jednym z najważniejszych mecenasów sztuki byli...papieże. Gdzież więc indziej szukać przejawów geniuszu jeśli nie w Rzymie?

A więc dzisiaj spotkanie z Włochami z górnej półki - sztuki i designu, innowacji i przepychu.

I oczywiście na piechotę, bo przecież tak najlepiej wczuć się w atmosferę miasta.

1000038277.jpg1000038280.jpg1000038281.jpg

Atmosferę, która przypomina nam, że nawet do mycia okien można podejść nie tylko ze ścierką, ale i z klasą...
1000038431.jpg

Plan na początek dnia zakładał odwiedziny w miejscu stworzonym przez jednych z największych mecenasów sztuki, ród Borghese.
Nad placem Popolo wznosi się wzgórze, na którym Scypio Borghese zaczął budować park i ozdabiać go małą architekturą oraz popiersiami twórców sztuki. Z rozkazu Napoleona Bonaparte, na wzgórzu Pincio powstał pierwszy publiczny ogród w Rzymie. Sama Villa Borghese z przynależącym do niej parkiem została z czasem również przeksztalcona w tereny publiczne, a sama posiadłość w 1902 roku zamieniona została w muzeum. I to nie byle jakie muzeum, bo można w nim oglądać rzeźby Bernini'ego, obrazy Rafael'a, Caravaggia czy Tycjana.

Zanim jednak wdrapaliśmy się na wzgórze Pincio, pokręciliśmy się trochę po Placu Popolo i szukaliśmy śladów dawnych historii. Zwłaszcza, że zbocze wzgórza pilnowane jest przez rzymskie rzeźby, przypominające o tym, że prawdopodobnie w tej okolicy znajdował się grób Nerona (tego, co to spalił Rzym).
1000038292.jpg
A że Neron był uważany za zło wcielone, jego duch straszył w okolicy. Jego grób znajdował się na wzgórzu ogrodów, czyli dzisiejszego Pincio. Był jednak wcieleniem Antychrysta, więc w XII w jego grób na rozkaz ówczesnego papieża Paschalisa II zrównano z ziemią a na jego miejscu postawiono kościół. I złe moce przestały hulać po Placu...3 kościoły stojące wokół niego skutecznie zabezpieczyły to miejsce, a złe dusze, nawet pomimo tego, że przez wieki był to plac straceń, nie miały po co wracać na ziemski padół.

1000038296.jpg1000038330.jpg
1000038298.jpg

W końcu wdrapaliśmy się na wzgórze i faktycznie - widok piękny. Dodatkowo na całym tarasie słychać było największe włoskie przeboje wygrywane przez ulicznego pianistę.

1000038300.jpg1000038302.jpg

Przeszliśmy się kawałek...
1000038308.jpg
1000038325.jpg

...wypatrywaliśmy niesamowicie głośnych papug, doskonale zakamuflowanych wśród platanów...
1000038313.jpg

...przyjrzeliśmy się jak działa 150-letni zegar nakręcany...wodą...
1000038312.jpg

...I oczywiście zrobiliśmy przerwę na kawę i inne włoskie specjały...
1000038314.jpg

Ostatnie spojrzenie na małe perełki ukryte w parku...
1000038329.jpg
i wróciliśmy na Plac del Popolo.
36275550-a6ba-11ef-85ce-11fc3ce7220b.jpg

Tym razem z Galerii Borghese zrezygnowaliśmy, ale może kiedyś jeszcze nam się uda, kto to wie!

Zamiast Mistrzów zebranych w Galerii, weszliśmy do małego centrum (nawanego szumnie " muzeum") poświęconego w całości geniuszowi Leonardo da Vinci. Zebrano reprodukcje jego najsłynniejszych obrazów, machin latających, wojennych, śrub i pomp i oczywiście rysuknów anatomicznych i szkiców licznych projektów. Geniusz nad geniuszami w pigułce.

1000038333.jpg1000038338.jpg1000038339.jpg1000038335.jpg1000038347.jpg

Kilka stacji metra dalej zmierzyliśmy się z rzymskim a raczej watykańskim monstrum.

Za wysokimi i grubymi murami, wśród niemal 8 kilometrów korytarzy, w ponad 1400 salach ukryte są skarby zgromadzone na przestrzeni wieków przez władców Watykanu. Muzea Watykańskie.
1000038351.jpg1000038355.jpg

Wśród bogatych renesansowych i barokowych wnętrz ukryte są galerie pełne pamiątek i dzieł sztuki starożytnego Egiptu, Grecji, Rzymu, obrazy, rzeźby, artefakty sztuki użytkowej...no i ówczesne grafitti, czyli freski, i to niebyle jakie, bo autorstwa Rafaela czy Michała Anioła. Wisieńka na torcie to Kaplica Sykstyńska, w której kardynałowie zamykani są aż wybiorą pierwszego spośród siebie, kolejnego papieża. A tam - Sąd Ostateczny czy Stoworzenie Adama.

Bilety do Muzeum Watykańskiego wydawane są na konkretny dzień i konkretną godzinę. I nie ma szans wejścia wcześniej - próbowaliśmy, bo dotarliśmy tam około godzinę przed czasem. Pod murami masa ludzi, długie kolejki... a ja ciągle sobie myślę, jak to wszystko wygląda w szczycie sezonu.
1000038356.jpg
W każdym razie strażnik kazał czekać na naszą 15:30. stanęliśmy z boku i grzecznie czekaliśmy.
1000038358.jpg

A kiedy kolejka z 15:00 ruszyła spod muru i została przezeń wessana, postanowiliśmy wykorzystać fakt wolnej przestrzeni i ustawić się z samego czoła nowej kolejki, która niewątpliwie na 15:30 zacznie się formować. Staliśmy sobie wspierając ten wielki mur, gdy tymczasem na naszym poprzednim miejscu ustawiali się ludzie. I ustawiali. I ciągle dochodzili nowi. Aż nagle, o jakiejś 15:15 D. zwrócił uwagę na fakt, że na naszych biletach jest adnotacja "wejście numer 1" a my staliśmy ustawieni do "wejścia nr 3"...a najgorsze było to, że kolejka do wejścia nr 1 to był ten tasiemiec, który ustawił się w miejscu, które zajmowaliśmy wcześniej...no i cóż było zrobić...podreptaliśmy z kwaśnymi minami na koniec kolejki, ciągnącej się na jakieś 150 metrów...w końcu ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi... Ale o 15:30 wszyscy rozpoczęli powolny spacer w stronę wejścia i wszyscy zostali wessani w otchłanie watykańskich korytarzy.

Wewnątrz było trochę luźniej - ale tylko trochę.
1000038364.jpg1000038366.jpg
Generalnie wszędzie był niekończący się tłum ludzi poruszających się w jedną stronę, więc zwiedzanie ograniczało się za płynięciem w tłumie, zatrzymanie się choćby na chwilę groziło zgubieniem reszty.
1000038369.jpg1000038373.jpg1000038386.jpg1000038378.jpg1000038402.jpg1000038383.jpg1000038395.jpg1000038398.jpg
Wszyscy kumulowali się w Kaplicy Sykstyńskiej, która przypominała nie tyle miejsce, gdzie dzieje się historia, pełne zadumy i świętości co targ pełen przekupek...Cóż - tak to już bywa w takich słynnych miejscach - każdy chce je zobaczyć, nie każdy potrafi się zachować.

Acha - zdjęć z Kaplicy Sykstyńskiej nie ma, bo obowiązuje tam ścisły zakaz fotografowania - do czego się zastosowaliśmy. Niestety widzieliśmy wiele osób, które tego nie zrobiły. I podobnie jak z ciszą - która miała obowiązywać, a trzeba było przez megafony ludziom przypominać, że są w miejscu sakralnym - bo inaczej nie było słychać...
1000038403.jpg

Tłum nieco się rozproszył przy wyjściu - być może inni poszli zwiedzać inne korytarze i sale, może się zgubili
1000038409.jpg1000038408.jpg

my tłumów mieliśmy już dość i po 2.5 godziny obcowania ze sztuką przeświecającą zza morza ludzi postanowiliśmy zakończyć dzień.
Jeszcze tylko zejście po słynnych schodach...

1000038412.jpg

...szklaneczka Spritz'u ...

1000038420.jpg

i zamykamy dzisiejsze wspomnienia!

Posted by Kawki4 17:08 Archived in Italy Comments (0)

Jedyna taka niedziela

Watykan, Stadion Olimpijski, bazylika Santa Maria in Cosmedin

sunny 18 °C

Jesteśmy w Rzymie. Mieszkamy 1.5 km od Watykani. Jest niedziela.
Możeby tak na mszę z papieżem wpaść?

Wpadłam na taki pomysł jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem. I niestety okazalo sie, że to nie takie oczywiste po prostu przyjść na mszę prowadzoną przez papieża.
Po pierwsze, papież wcale co tydzień nie odprawia mszy w Bazylice św.Piotra. Czasem jest to inna bazylika papieska w Rzymie, czasem w ogóle nie ma go w w mieście...Trzeba więc trafić w dzień, kiedy taka msza będzie.
Sprawdziłam- i bingo, akurat 17 listopada jest msza sprawowana przez papieża, bo to Światowy Dzień Ubogich. Super, możemy iść.
No cóż, okazuje się że nadal nie. Nie można taknpo prostu z ulicy wejść na mszę z papieżem. Trzeba mieć specjalną darmową przepustkę. Przepustkę wydają w Watykanie. Można sobie ją zarezerwować wysyłając specjalny formularz do Watylanu: pocztą lub faxem. Odeślą z powrotem przepustki...całość procedury trochę trwa, najlepiej tak z miesiąc do przodu zaplanować...więc cóż. Taka biurokracja zdecydowanie mnie przerasta.
Oznajmiłam wszystkim, że możemy iść na Plac na 12.00 na Anioł Pański, bo niestety na mszę nie ma szans...

Ale...
Kiedy byłam na wieczornym spacerze z Lo. w piątek, na telebimach na Placu św.Piotra wyświetlała się informacja o niedzielnej mszy ...i że przepustki można odebrać w Biurze Jubileuszu 2025. Jakieś 500 metrów (po drodze do naszego lokalu)...Biuro w piątek było już zamknięte (do 17.00 działa poza sezonem). W sobotę rano postanowiliśmy pójść i zobaczyć czy przepustki jeszcze są. Uzgodniliśmy, że nawet jeśli będzie długa kolejka, to poczekamy...w końcu w mszy z papieżem nie uczestniczy się za często! Ponieważ Watykan i Zamek Świętego Anioła są blisko, więc wydłużyliśmy nieco drogę do Zamku i poszliśmy pod Biuro Jubileuszowe... jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że nie ma żadnej kolejki, przepustki są, a nadprogramowy obiazd zabrał nam może z 15 minut!

Msza na 10.00...doszliśmy do wniosku, że pewnie i tak ledwie wejdziemy na Plac Św. Piotra, papież będzie tylko na telebimie, ewentualnie, jak już nam się bardzo poszczęści, to zobaczymy małą białą kropkę w oddali..więc nie ma sie co spieszyć, pójdziemy tak na 9.30.

W drodze do Watykanu czuć było niedzielny poranek. Ulicę praktycznie puste, niewiele samochodów. Więc naprawdę bez przeszkód i spowalniania przez tłum dotarliśmy na Plac Św.Piotra.
1000038012.jpg

Tam nadal spokojnie. Zniknęli nawet bezdomni, których mijaliśmy w piątkowy wieczór..może zostali zaproszeni na uroczysty obiad z papieżem, który ponoć gościł w tym dniu 1300 ubogich? Tak czy siak, plac pusty, więc idziemy w stronę kolumnady, bo tak jest kontrola bezpieczeństwa. Nie było kolejki, podchodzimy, przechodzimy...idziemy dalej.

1000038013.jpg
Po prawej stronie bazyliki jakby trochę więcej ludzi, wszyscy kierują się do kościoła. To my też. I idziemy. Wspieliśmy się po schodach...ten kościół jest ogromny!!! Człowiek naprawdę czuje się jak pył na butach...poprowadzili nas w boczne przejście, jakimś korytarzem, jednym, drugim, wyszliśmy z budynku...

1000038017.jpg1000038020.jpg1000038019.jpg

Gdzie oni nas prowadzą??? Ale idziemy grzecznie za innymi, sporo ludzi, ale nie tłum...Kolejne drzwi, korytarz, schody.. I weszliśmy powrotem do środka kościoła. Na mszę??? To tędy, proszę zajmować miejsca.

Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie otwartym dla przeciętnego człowieka, który nie był duchownym, nie był lektorem na mszy, nie składał darów, nie śpiewał w chórze. Tuż za ołtarzem.
1000038024.jpg
A dokładnie o 10.00 obok naszej ławki (no dobra, drugą stroną nawy, ale dosłownie z 5 metrów od nas) wszedł (w sumie wjechał, porusza się na wózku) papież Franciszek!!!
1000038026.jpg1000038049.jpg
Mszę, sprawowaną głównie po włosku, ale z czytaniami i modlitwami w kilku innych językach, upiększonego anielskim śpiewem chóru stojacego tuż obok nas, mogliśmy śledzić w specjalnie wydanej książeczce, która stanowi dokładny transkrypt ceremonii.. nie było jedynie kazania Franciszka, które było oczywiście też po włosku.
1000038044.jpg1000038033.jpg

Naszego wielkiego zaskoczenia całą łatwością z jaką przyszło nam uczestniczyć w spotkaniu z papieżem, podniosłością twgo wydarzenia i miejsca nie zakłócił nawet fakt że:
- papież wyszedł inną drogą z mszy, więc drugi raz już go nie widzieliśmy na wyciągnięcie ręki,
- toaleta w Bazylice po mszy była już zamknięta, i co tu dużo kryć, wielka szkoda.
- tłum ludzi wychodzących z Bazyliki był do wytłumaczenia, biorąc pod uwagę wielkość tej świątyni - na pewno mieli gdzie się ukryć przed naszym przyjściem...ten tłum nas wessał, musieliśmy się trzymać w łańcuszku, żeby nikogo nie zgubić!
- tłum był też już na Placu św.Piotra, czekając na Anioł Pański, tak jakby w trakcie kiedy my byliśmy w środku, nastąpiło jakieś cudowne potrojenie wiernych (a właściwie to ich liczba wzrosła w ciągu geometryczny...istny potop głów!

1000038055.jpg1000038057.jpg

Zrobiliśmy sobie krótką przerwę na drugie śniadanie i pojechaliśmy do innej ważnej rzymskiej świątyni. A jeśli zapytać Lo. to pewnie usłyszymy, że najważniejszej!

Pojechalismy do świątyni włoskiego sportu - Stadio Olimpico!!! Wybudowane na polecenie Mussoliniego cetrum sportu olimpiadę gościło dopiero w 1960, a na codzień jest siedzibą Lacio Roma i AC Roma. Odbywają się tam mecze włoskiej reprezentacji narodowej, mecze Ligii Mistrzów, mecze rugby, zawody lekkoatletyczne oczywiście olbrzymie koncerty gwiazd współczesnej muzyki...
1000038060.jpg1000038065.jpg

Musieliśmy trochę poczekać w cieniu pinii otaczających stadion by w końcu zostać wpuszczonym do środka.
1000038071.jpg
A droga do środka nie wiodła przez bramki dla kibiców. O nie!

Zeszliśmy drogą, którą przyjeżdżają autobusy. Na ścianach pamiątkowe koszulki największych sław, które przejechały tą trasą (piłkarzy, muzyków i innych znanych (niekoniecznie mnie, ale powszechnie wiadomo, że ja mylę nawet Nirvanę z Metallicą, a co dopiero nazwiska piłkarzy))...
1000038074.jpg
Potem wejście do strefy medialnej i wywiad przed meczem.
1000038089.jpg
Po wywiadzie oczywiście idziemy się przebrać do szatni. Wysłuchać ostatnich wskazówek trenera...
Dzisiaj możemy zagrać w drużynie AC Roma...
1000038091.jpg
...lub Lazio...
1000038102.jpg
Ostatnie głębokie oddechy, narasta huk kibiców...ostatnie kroki przed rozpoczęciem meczu...
1000038103.jpg
...wbiegamy po schodkach, dajemy się połknąć błękitowi nieba, zieleni trawy, dopingowi wydobywającemu się z 72 tysięcy gardeł...
1000038106.jpg
...dziś bez numeru, ale uśmiechamy się do całego stadionu!
1000038113.jpg
Będziemy się wszystkiemu przypatrywać z ławki rezerwowych...
1000038121.jpg...
...tudzież z loży sponsorów...
1000038136.jpg
...a może jednak trochę bardziej jak przeciętny kibic?
1000038132.jpg

Niestety, jedyne rozrywki jakie rozegrały się dziś na płycie boiska, to gołębie zawzięcie walczące o palmę pierwszeństwa przy wyjadaniu nasion trawy z regenerowanej murawy...
1000038137.jpg

Po zakończonym meczu przeszliśmy przez salę bankietową (tym razem nie mieliśmy czego świętować) i na sam koniec restaurację (ceny zaskoczyły mocno na plus, spodziewaliśmy się zdzierstwa, tymczasem było taniej niż w samym środku Rzymu).
I tak zakończyła się nasza wizyta w świątyni sportu.

Dzień może nie był już taki młody, ale wciąż dawał wiele możliwości.
Po 40-minutowej przejażdżce autobusem dotarliśmy więc gdzieś w okolice Zatybrza i Akwentynu.

1000038147.jpg

Po drugiej stronie Tybru czekała na nas ostatnia walka dnia: walka z samym sobą i własną szczerością!!!
Czekała na nas bazylika Santa Maria in Cosmedin. A w jej przedsionku: Usta Prawdy.
1000038146.jpg
Walka z sobą zaczęła się, kiedy tylko podeszliśmy pod kościół...I kolejną kolejkę, ustawioną po rzymski "must-do".
To była walka ze zmęczeniem, z głodem, z własną niecierpliwością..
Serio! Naprawdę zależy nam na tym, żeby sprawdzić, czy jakaś cudowna pokrywką z wodociągów nie odgryzie nam czasem ręki za kłamstewka mniejsze bądź większe?
1000038148.jpg1000038152.jpg1000038149.jpg
Okazało się, że zależało, kolejka poruszała się szybko i sprawnie, my mieliśmy czas na opowieści o Ustach Prawdy i ich roli w średniowiecznym Rzymie...
Antyczna pokrywa, prawdopodobnie wodociągów czy też kanalizacji, na co wskazuje podobizna Okeanosa okalająca słynne usta, w wiekach ciemnych zatrudniona została w roli wyroczni. Oszustów, wiarołomców i krzywoprzysięzców karała odgryzieniem dłoni..oczywiście odrąbane dłonie kat zbierał po wykonanej robocie. Legenda mówi, że Usta Prawdy przestały działać, kiedy to zostały sprytnie oszukane przez kobietę. Nie skłamała, ale nie powiedziała też prawdy, naciągając fakty do swojej wersji wydarzeń. A skołowane Usta zamilkły do dnia dzisiejszego. No powiedzmy, że zamilkły...teraz słychać wokół nich Babel turystów grzecznie czekających na moment dobrowolnego wsadzenia dłoni w gardziel kata. I bezpieczne jej wyjęcie, kiedy kliknie migawka, chwilą zostanie uwieczniona a strażnik krzyknie "Następny"!
1000038163.jpg

Na koniec dnia..spacer wśród starożytnych ruin, przez zakamarki Teatru Marcello, wprost w serce dawnej żydowskiej dzielnicy...getta właściwie, które działało tam przez kilkaset lat...
1000038171.jpg1000038174.jpg1000038190.jpg1000038183.jpg1000038186.jpg1000038177.jpg

Tam w końcu znaleźliśmy restaurację, podsłuchaliśmy wykładu na temat karczocha w kuchni rzymsko-żydowskiej, dowiedzieliśmy się się, że właśnie jest sezon na karczochy...
1000038189.jpg1000038188.jpg

Zamówiłam więc danie z karczochem. Dobre, ale...znów nieco za słone.
Przez Plac Giordano Bruno dodreptaliśmy w końcu do naszej miejscówki. ..To była niezapomniana niedziela!

PS. Mewy nadal mas śledzą. W Watykanie wygoniły ich tryliony turystów, ale na Stadio Olimpico już się nie kryły...
1000038143.jpg

Posted by Kawki4 22:48 Archived in Italy Comments (0)

Zagubieni

Zamek Św.Anioła, Piazza Navona, Schody Hiszpańskie, Fontanna di Trevi, Panteon, Il Gesu, Campo de Fiori

sunny 16 °C

Zamknięte okiennice i zmęczenie poprzedniego dnia oznaczało jedno - rano spaliśmy i spaliśmy i na podbój Rzymu udało nam się wyjść dopiero po 10-tej.

Ruszyliśmy dziś w stronę przeciwną do Koloseum, z poważnym zamiarem przekroczenia rzeki. Tyber czy Tybr? Oto jest pytanie, którego język polski jednoznacznie nie rozstrzyga. Niemniej jednak, zanim tam doszliśmy, weszliśmy do miejsca, które niegdyś uważano za bramę piekła - tak przynajmniej uważali starożytni Rzymianie. Aby trzymać złe moce w ryzach, wybudowali tam ołtarz dla Dis Pratera i bogini Prozerpiny - władców podziemi. Kiedy starożytni odeszli w niepamięć, chrześcijanie przejęli to miejsce i postawili swoją świątynię, która później stała się domem św. Filipa i jego zakonu. Kiedy Filip się zadomowił zaczęto przebudowę kościoła - i mimo że oficjalnie jest pod patronatem św. Marii in Vallicella, to popularnie od 1575 roku zwanym Kościołem Nowym (Chiesa Nueva). Czy nadal strzeże wrót piekieł? I co tam się działo, że dawno dawno temu, pojawiło się takie przekonanie dotyczące tego miejsca? Może ktoś zakopał tam skarb i rozsiał plotkę by nikt tam nic nie szukał... może w niewyjaśniony sposób ginęli tam ludzie? Może jakieś wyziewy siarki z ziemi? Któż to teraz zgadnie. Wszystko jest doskonale zalane posadzkami, nic nie wyjdzie z czeluści! Nad kolorowymi marmurami bogato zdobione wnętrze barokowe, niektóre oryginalne malowidła (np. Rubensa) trafiły do jednego z licznych rzymskich muzeów. My zwróciliśmy uwagę na kaplicę Aniołów i obraz wygnania upadłych aniołów...trafił do wyobraźni.

d37bcd50-a51f-11ef-8e98-0793196eedb1.jpgd35cd3a0-a51f-11ef-aed8-f34c5468dbae.jpgd339bb40-a51f-11ef-8b3c-3f51a85f478e.jpg

Potem zrobiliśmy jeszcze mały detour w przygotowaniu na dzień kolejny i w końcu stanęliśmy u wrót Mauzoleum Hadriana znanego szerokiej publiczności jako Zamek Świętego Anioła (tu pytanie na które również nie mam odpowiedzi...dlaczego Świętego Anioła, czy wszyscy Aniołowie nie są święci? Czy to nie pleonazm?) Potraktujmy to jak figurę retoryczną wzmacniającą świętość miejsca...znaczenie tego Anioła, który zapowiedział koniec plagi, i w podzięce dostał zamek? Z odzysku, ale jednak...

Obok Koloseum Zamek Świętego Anioła pojawia się chyba najczęściej w filmach umiejscowionych w Rzymie...i naprawdę jest to budowla niezwykła, i jak kilka w tym mieście pozwala na zagubienie się w czasie...Bo historia nałożona jest tu na siebie, kolejne wieki i kolejni właściciele znajdowali dla niej inne zastosowienie.

1000037524.jpg
Zamek ŚwiętegoAnioła w świetle dnia

Oryginalnie Mauzoleum, czyli grobowiec cesarza Hadriana (tego od muru w Brytanii), jego rodziny i następców funkcjonował jako nekropolia do 3 w.n.e.. wewnętrzne rampy z fragmentami mozaiki, sala z urnami...tak, był to całkiem okazały grobowiec. Potem został zamieniony w..więzienie. Z czasem włączony w mury obronne Rzymu, stracił wiele uroku, gdy obrońcy rzucali w atakujących Gotów nie tylko kulami ale i rzeźbami, którymi rzymscy cesarze upiększyli swój ostatni ziemski przybytek...No ale wtedy był już fortecą i więzieniem, nie potrzebował takich ozdobników...wkrótce pojawił się jednak symbol Anioła, na razie w formie nazwy i kaplicy, bo już w w 608 r.n.e objawił się papieżowi jako zwiastun boskiego przebaczenia i zakończenia plagi będącej wyrazem gniewu Bożego...Potem Zamek rósł, zarówno jako forteca (połączona tajnym przejściem z Watykanem umożliwiała papieżom schronienie w razie zawirowań politycznych) jak i więzienie ( trzymano tu i torturowano Giordano Bruno za jego herezje na temat teorii heliocentrycznych).
W połowie XVIII pojawiła się statua Anioła na szczycie zamku, który stoi tam do dziś. Zastąpił XVI-wieczego Anioła dłuta Rafaela. Ten z kolei musiał przejść na emaryturę - chyba dlatego, że odpadły mu skrzydła. Stoi dziś na wewnętrznym dziedzińcu i pilnuje wejść do papieskich komnat. Jeszcze przed II wojną światową Zamek został Muzeum...
Liczne przebudowy doprowadziły do splątania nie tylko historii, ale i korytarzy, przejść, komnat. Zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia.
1000037580.jpg1000037527.jpg1000037578.jpg1000037577.jpg1000037550.jpg1000037542.jpg1000037541.jpg1000037532.jpg

A najbardziej zapadający w pamięć jest taras Świętego Anioła, tuż pod mieczem figury. A widoki na Rzym i Watykan...1000037554.jpg1000037788.jpg1000037809.jpg1000037567.jpg1000037543.jpg1000037569.jpg

Po wyjściu z Zamku była chwila trwogi. Bo...nagle zniknął mój telefon. Był...I nie ma. Ktoś napomknął o grupie za nami...w kieszeniach nie ma. W torebce nie ma...panika...tam jest WSZYSTKO!!! Ale ja czasem jestem jak pan Hilary...i telefon chwilę wcześniej wrzuciłam do plecaka Dawida, jak wyciągałam wodę, czekając aż pół wycieczki zakończy wizytę w toalecie. Tylko ostatnie co odnotowałam w pamięci, to że był w kieszeni...a potem go nie było. Na szczęście tryb paniki zakończył się w 5 minut, ale czujność wzrosła o 200%. Bo..tłum pod Zamkiem i na moście św. Anioła to nic w porównaniu z tym, co było dalej...

A dalej była najpiękniejsza, a może najbardziej ozdobna i najbardziej znana, historyczna część miasta, z ikonami architektury renesansu, baroku i oświecenia...Co prawda ikony te, jak na prawdziwe perły przystało, są obecnie szczelnie zapakowane w pudełka z rusztowań, ale i tak można liznąć tego geniuszu rzeźbiarzy i architektów tamtych czasów.

Myślę że liznąć to odpowiednie słowo...jak już weszliśmy w wąskie uliczki by zagubić się w historycznej rzymskiej starówce, to
zaczęliśmy od lodów...bo włoskie gelatto są obowiązkowe!

1000037595.jpg1000037834.jpg1000037589.jpg1000037586.jpg

A potem to już prawie jazda bez trzymanki, a właściwie właśnie z trzymanką, żebyśmy się czasem nie pogubili w tłumie najeźdźców z wszystkich stron świata...
Piazza Navona na początek- jest tłoczno, rusztowania odbierają urok, kościół św. Agnieszki zamknięty bo sjesta, chyba już trochę głodni.. Wyobraźnia nie pozwala sobie wyobrazić, że ten Plac starożytnym służył za stadion, a renesansowym za jezioro...Jest głośno, tłoczno, nie szumią fontanny...

1000037612.jpg1000037606.jpg1000037603.jpg1000037607.jpg

Przeszliśmy Plac raczej szybko, w nadziei, że odnajdziemy trochę urokliwego Rzymu dalej na trasie. Nic bardziej mylnego.

O ile nadal architektura zachwycała na każdym kroku, o tyle wraz z liczbą turystów na metr kwadratowy chodnika, urok miasta tracił kolejne punkty. Zamiast zachwycać się otaczającymi nas zabytkami, koncentrowaliśmy się na tym, by nie zgubić siebie nawzajem i zawartości swoich kieszeni/plecaków/ torebek...
1000037619.jpg1000037622.jpg
Nawet auta w tej okolicy oszczędzają przestrzeń:
1000037620.jpg

Zabytki niewątpliwie piękne i jedyne w swoim rodzaju, przejaw kunsztu i ludzkiego geniuszu tamtych czasów. Dziś pewnie trzeba przyjść skoro świt, żeby się nimi nacieszyć. A jak się jest w środku dnia, to trzeba uzbroić się w...cierpliwość. I minimalizm. Jeden rzut oka wystarczy, chodźmy dalej. I trochę kreatywności się przydaje, żeby uchwycić ten moment i kąt, żeby nie było tłoku w kadrze;)

Schody hiszpańskie:
1000037629.jpg1000037638.jpg1000037630.jpg1000037635.jpg1000037639.jpg

Fontanna di Trevi
1000037651.jpg1000037656.jpg1000037649.jpg

Panteon
1000037669.jpg1000037664.jpg
1000037667.jpg1000037672.jpg

Do Panteonu nie udało nam się wejść...ze względu na zbyt dużą ilość turystów ograniczono zwiedzanie. Więc ten kolejny z wehikułów czasu w Rzymie, łączący geniusza antyku z współczesnością przez 2 tysiące lat ciągłego użytkowania, zobaczyliśmy tylko z zewnątrz. A i tak zrobił wystarczające wrażenie!!!

1000037673.jpg

Za to tuż za rogiem natrafiliśmy na ciekawy kościół Santa Maria Sopra Minerva. A właściwie najpierw na zad słonia, który podtrzymuje obelisk przed tymże kościołem. Ponoć Bernini, wielki rzeźbiarz owych XVII-wiecznych czasów, w odwecie na papieżu, który wtrącił swoje 3 grosze w wygląd samego słonia, zadarł mu ogonek odsłaniając zad (Bernini musiał słoniowi pod brzuch wrzucić kawał kamienia, który ukrył wydłużonym "siodłem", bo papież obawiał się, że same nogi nie utrzymają obelisku). Nie wiadomo kto miał rację w tym sporze, i czy słoń bez podpory pod brzuchem, a za to z przyzwoicie umieszczonym ogonem, stałby do tej pory. Ten przykuwa uwagę, ma swoją anegdotkę i żyje swoim życiem, obojętny na zawieruchy wieków, które trzyma na swoich barkach. Sam kościół - cytując jednego z uczestników wycieczki - brakłoby nam roku, gdyby każdy kościół w Rzymie dokładnie oglądać...

1000037674.jpg1000037678.jpg

Był jeden kościół, którego nie chcieliśmy jednak odpiścić...Il Gesu, uznawany za pierwszy kościół w stylu barokowym, który to zapoczątkował kolejną epokę w dziejach sztuki...I umieszczony na kartach podręczników do historii klasy VI ;)

Więc nawet pomimo konieczności czekania na zakończenie sjesty, Il Gesu został dopisany do listy odnalezionych obiektów:

1000037681.jpg1000037683.jpg1000037685.jpg1000037696.jpg

Na naszej drodze ponownie pojawił się Plac Argentyński i tym razem mieliśmy czas na odszukanie mieszkających tam kotów. Wypatrzyliśmy ich chyba z 10!

1000037703.jpg1000037705.jpg1000037700.jpg1000037706.jpg1000037711.jpg

Kolorowymi uliczkami, mijając piekarnię, w której można było kupić ogromną mortadelę i szynkę, trafiliśmy na "Pole Kwiatów" czyli Campo di Fiori.
1000037721.jpg
Niegdysiejszy ogród/warzywnik Rzymu, potem wielkie targowisko wokół którego rozwijał się Rzym rzemieślników. My znamy Campo di Flori bardziej z wiersza Miłosza niż z historii Rzymu, niemniej jednak pomnik Girodano Bruno w miejscu jego spalenia, w kapturze, patrzący z wyzwaniem w stronę Watykanu, nadal niesie swoje przesłanie. Wolność słowa i prawo do swoich przekonań...
1000037730.jpg1000037729.jpg

Życie jednak toczy się dalej, na Campo di Fiori nadal za dnia królują kupcy, zachęcający do swoich towarów, coraz częściej niestety nie oliwek i cytryn, kwiatów czy winogron (choć to też są) a raczej towarów dla turystów, w postaci wszędzieobecnej pasty gladiatorów czy limoncello (również w "gladiatorskim" szkle)
1000037725.jpg

I również jak niegdyś, wokół pełno knajpek, my też w jednej zasiedliśmy, patrząc jak z targowiska Plac sprawnie zamienia się w gwarne miejsce spotkań turystów i nie tylko...
1000037727.jpg

Całe szczęście, że w tym tłumie turystów jednak się całkiem nie zagubiliśmy!

Posted by Kawki4 22:29 Archived in Italy Comments (0)

Wszystkie Naj

Koloseim, Palatyn, Forum Romanum, Ołtarz Ojczyzny...

sunny 16 °C

Odkrywanie uroków Rzymu zaczęliśmy od tego co najważniejsze - symboli z pocztówek i z podręczników historii. Planowana trasa to główne zabytki Rzymu starożytnego. Nie mogliśmy więc zacząć inaczej niż od Koloseum.

Z naszej miejscówki do Koloseum idzie się 35 minut. Bilety na wejście do Koloseum kupuje się na określoną godzinę, i zgodnie z poradami - dużo wcześniej bo chętnych jest tyle, że tak po prostu z ulicy trudno jest wejść. My zaczynaliśmy o 9.30 więc najgorzej nie jest, ale nie możemy się też za bardzo powylegiwać w łóżkach.

Ruszyliśmy dziarsko po śniadaniu i szybkiej kawie, ale po drodze było sporo architektonicznych (i nie tylko) rozpraszaczy, tak więc marszruta nieco się wydłużała i koniec końców dostałam zakaz zatrzymywania się i zakaz robienia zdjęć...że niby będziemy wracać tą samą drogą...

1000036754.jpg1000036750.jpg1000036755.jpg

Nasza droga pod Koloseum prowadziła przez Plac Argentyński, który de facto jest ruinami starożytnych budowli z 3-1 w.p.n.e....Potem wokół "pomnika" króla Wiktora Emanuela II, który zjednoczył Włochy, a w końcu przez Via dei Fiori Imperiali, aleję przecinającą serce starożytnego Rzymu...I jak tu nie skraść jakiegoś zdjęcia????

1000036757.jpg1000036760.jpg1000036761.jpg

W końcu jest...symbol Rzymu, starożytnego i tego współczesnego...Amfiteatr Flawiuszów powszechnie znany jako Koloseum.
Kolosalna budowla mogła pomieścić 50 tysięcy widzów, którzy siedzieliśmy wokół areny w sektorach zgodnych ze swoim statusem...
1000036765.jpg1000036768.jpg
Im wyżej w hierarchii społecznej, tym miejsca przydzielone były bliżej areny, na samej górze siedział plebs. W czasie 100-dniowych igrzysk na otwarcie Amfiteatru zginęło wielu z 3 tysięcy gladiatorów oraz setki sprowadzonych zwierząt do walk i polowań na arenie...Dzisiaj możemy sobie tylko wyobrażać splendor tego budynku, wyłożonego marmurem, upiększonego licznymi posągami i złotymi wykończeniami.

Możemy na wystawie zobaczyć ówczesne bazgroły na ścianach, replikę machin pod areną, ocalałe fragmenty rzeźb. A i tak Koloseum robi kolosalne wrażenie. I naprawdę nie dziwi tłum odwiedzający to miejsce.
1000036769.jpg1000036781.jpg
Istna wieża Babel (ciekawostka: Koloseum to inspiracją takiego malarza jak Pieter Bruegl do jego wizji Wieży Babel..).
Wszyscy chcą dotknąć historii w tym niezwykłym miejscu. I nie tylko tej historii starożytnej, ale też średniowiecznej i renesansowej, a później oświeceniowej...kiedy to Koloseum z miejsca rozrywki pogańskiej zamieniono na obory dla bydła, magazyny na żywność czy tajne pierwszochrześcijańskie kościoły. Kiedy to możni tego świata wykorzystali Koloseum niczym tani i łatwo dostępny magazyn marmuru do budowy swoich pałaców i świątyń. Kiedy w końcu w XVII w. zaczęto urządzać na arenie drogę krzyżową, a potem oddano to miejsce archeologom i...turystom. Przechadzaliśmy się wśród tych starożytnych ścian ponad godzinę...a po wyjściu i tak nie mogłam się napatrzeć.

1000036793.jpg1000036853.jpg1000036823.jpg1000036851.jpg1000036830.jpg1000036894.jpg1000036865.jpg

Następnym punktem programu było Forum Romanum i wzgórze Palatynu, a ponieważ spacer po tym rozległym parku Archeologicznym to jakieś kolejne 2-3 godziny, wcześniej zrobiliśmy sobie przerwę na kawę. Przecież nie obeszłoby się bez klasycznej włoskiej kawy: cappuccino i latte macchiatto to obowiązkowe smaki do poznania we Włoszech!
1000036918.jpg
Kiedy my spokojnie piliśmy kawę, tłumy na Piazza del Colosseo podwoiły lub nawet się potroiły. A kolejka do wejścia na Forum Romanum miała dobre 200m... a każdy miał już bilet, bo są łączone razem ze zwiedzaniem Koloseum...

1000036906.jpg1000036913.jpg1000036923.jpg

Na szczęście D. poszedł zobaczyć za czym kolejka ta stała i ktoś usłużny skierował nas do bocznego wejścia od strony wzgórza Palatynu.

Przeszliśmy więc obok Łuku Konstantyna z 315 r., bogato zdobiony płaskorzeźbami, choć widocznymi tylko z jednej strony - druga cała była obudowana rusztowaniami. Generalnie połowa drogi do Koloseum była zakryta rusztowaniami - wszystko za sprawą dwóch wielkich inicjatyw w Rzymie: budowy nowej linii metra i przygotowaniami do Jubileuszu 2025. Zwłaszcza działania jubileuszowe oznaczają, że większość ważnych obiektów przechodzi renowacje...pierwszy był właśnie Łuk Konstantyna, ale kolejne rusztowania widoczne są co krok...
1000036922.jpg
1000036927.jpg
Ale, ale...boczne wejście faktycznie nie było zatłoczone, więc weszliśmy bez czekania.

1000036928.jpg
Spacer wśród cisów, parasolowatych pinii i ruin wspaniałych niegdyś willi starożytnego Rzymu...tłok z Koloseum nieco się rozpierzchnął po olbrzymim terenie, słoneczko pięknie przygrzewało. Niemal można było przy odrobinie wyobraźni przenieść się w czasie. Z wzgórza widzieliśmy Circus Maximus gdzie niegdyś ścigały się rydwany. Chodziliśmy wśród ruin Pałacu Tyberiusza, Domu Augustana (pałacu cesarskiego z I w.n.e.), Domu Flawiuszów...

1000036932.jpg1000036930.jpg1000036942.jpg1000036946.jpg1000036950.jpg1000036940.jpg1000036937.jpg1000036934.jpg1000036969.jpg1000036960.jpg1000036979.jpg1000036971.jpg1000036966.jpg1000036978.jpg

Potem ogrody...a w nich najbardziej zachwycające były drzewka pomarańczy i siedzące na pinii zielone papugi ;) no i widok - z jednej strony na panoramę Rzymu, z drugiej na rozciągające się u stóp wzgórza Forum Romanum.
1000036987.jpg1000037009.jpg1000037008.jpg1000036999.jpg
Zeszliśmy z Palatynu podziwiając fontanny wbudowane w ściany a potem Rampą Domicjusza - odbudowanym przejściem zamkniętym w wysokich korytarzach na zboczu wzgórza zeszliśmy z części pałacowej do części publicznej.
1000037015.jpg1000037014.jpg1000037016.jpg1000037027.jpg1000037023.jpg

Między kolumnami i świątyniami, wzdłuż Via Sacra, którą chodzili niegdyś Rzymianie, dotarliśmy ponownie pod Koloseum.
1000037034.jpg1000037030.jpg1000037032.jpg1000037040.jpg1000037036.jpg1000037042.jpg1000037037.jpg
I to była już najwyższa pora na obiad. W okolicach Koloseum polecana była pizzeria, więc tam właśnie się udaliśmy. Zaznaczono, że może być kolejka, ale warto poczekać. Cóż...była kolejka na jakieś 10 osób a nawet więcej a nasze żołądki na tyle puste a nogi na tyle zmęczone, że postanowiliśmy jednak nie czekać i usiąść w lokalu po drugiej stronie ulicy...jedzenie takie sobie (moje danie za każdy razem jak dla mnie jest tutaj za słone).

1000037052.jpg

Wystarczająco jednak dobre i sycące by napełnić nas energią na dalszą część zwiedzania.
Wróciliśmy znów pod Koloseum, przy okazji zaopatrując się w kolorowe makarony i makaronikia ;)

1000037057.jpg1000037056.jpg1000037055.jpg
W drodze powrotnej już na spokojnie mogliśmy się przejść Drogą Cesarzy i zachwycać oczy panoramą Rzymu skąpaną w zachodzącym słońcu.

1000037072.jpg1000037082.jpg1000037073.jpg1000037080.jpg Będąc pod pomnikiem Wiktora Emanuela II-go nie mogliśmy nie wykorzystać okazji i zdobyć kolejny punkt widokowy: na samym szczycie Ołtarza Ojczyzny.
1000037087.jpg1000037084.jpg1000037083.jpg
Seniorzy tym razem zostali na pierwszym piętrze, a my nawet całkiem sprawnie odnaleźliśmy windę, która szybko wywiozła nas na dach. Widok na cały Rzym, zachodzące słońce, wschodzący księżyc w pełni...Co tu dużo mówić, efekt "wow" gwarantowany!!!

1000037100.jpg1000037116.jpg1000037216.jpg1000037162.jpg1000037296.jpg
Jak się już pozachwycaliśmy, a słońce schowało się za horyzontem to trochę nam przestało tak ws,ystko bezproblemowo iść. Po pierwsze, chętnych na zachód słońca na dachu jednego z najwyższych punktów Rzymu było więcej niż tylko my. Po drugie, o ile przyjeżdżali stopniowo, to po zachodzie wszyscy chcieli zjechać w tym samym czasie. Skutek??? Korek do windy. Niestety nie było alternatywy w postaci schodów.

1000037288.jpg

Trzeba było czekać. I czekać. I czekać...a jak w końcu zjechaliśmy, to się okazało, że droga jest jednokierunkowa. Nie mogliśmy wrócić po seniorów!!!! Ci pomyśleli, że o nich zapomnieliśmy, my wysłaliśmy najszybszego posłańca jakim dysponowaliśmy, obawa pewna była że posłaniec minął się z seniorami (wejście i wyjście jest z różnych stron budowli) ale koniec końców udało się spotkać i dodreptać do mieszkanka...

Nie udało się już odwiedzić Kapitolu, widzieliśmy go jedynie z góry, ale chyba tyle nam wystarczy.

Nie udało się zapolować na koty na Placu Argentyńskim. Może jeszcze będziemy tam przechodzić.
Zrobiliśmy jednak z 15 km i zwłaszcza seniorzy zasługiwali na odpoczynek.

Ale ale...Trzeba było pójść do sklepu. Po szyneczkę na śniadanie i winko na wieczór. Poszliśmy więc do najbliższego sklepu, który opiekunka mieszkania nazwała "turystycznym"...doszliśmy jednak do wniosku, że wyprawa po 2 artykuły nie ma sensu, więc skorzystamy z tego co blisko, nawet jakby miało być drożej. I...I jak słowik w wiersz...wieczór taki piękny...że zachciało mi się jeszcze pospacerować. Chętny na spacer był tylko Lo. więc poszliśmy sobie we dwójkę pooglądać Rzym nocą.
I tak nas nogi niosły na most Świętego Anioła (w remoncie), pod Zamek Świętego Anioła, a stamtąd to rzut beretem do Watykanu, więc jakoś tak trafiliśmy na Plac Św. Piotra...
1000037356.jpg1000037363.jpg1000037373.jpg1000037378.jpg1000037395.jpg1000037361.jpg
Jeden z piękniejszych wieczornych spacerów!!!

PS. W Rzymie dużo wiecej niż gołębi jest mew. Mewy nas prześladują. Były w Koloseum, na Palatynie i na Ołtarzu Ojczyzny, w Watykanie... Trochę się obawiam, że jakaś nas sobie upatrzyła i teraz jesteśmy śledzeni...
1000036985.jpg1000036984.jpg1000037098.jpg

Posted by Kawki4 21:11 Archived in Italy Comments (0)

(Entries 1 - 5 of 6) Page [1] 2 » Next