A Travellerspoint blog

Jedyna taka niedziela

Watykan, Stadion Olimpijski, bazylika Santa Maria in Cosmedin

sunny 18 °C

Jesteśmy w Rzymie. Mieszkamy 1.5 km od Watykani. Jest niedziela.
Możeby tak na mszę z papieżem wpaść?

Wpadłam na taki pomysł jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem. I niestety okazalo sie, że to nie takie oczywiste po prostu przyjść na mszę prowadzoną przez papieża.
Po pierwsze, papież wcale co tydzień nie odprawia mszy w Bazylice św.Piotra. Czasem jest to inna bazylika papieska w Rzymie, czasem w ogóle nie ma go w w mieście...Trzeba więc trafić w dzień, kiedy taka msza będzie.
Sprawdziłam- i bingo, akurat 17 listopada jest msza sprawowana przez papieża, bo to Światowy Dzień Ubogich. Super, możemy iść.
No cóż, okazuje się że nadal nie. Nie można taknpo prostu z ulicy wejść na mszę z papieżem. Trzeba mieć specjalną darmową przepustkę. Przepustkę wydają w Watykanie. Można sobie ją zarezerwować wysyłając specjalny formularz do Watylanu: pocztą lub faxem. Odeślą z powrotem przepustki...całość procedury trochę trwa, najlepiej tak z miesiąc do przodu zaplanować...więc cóż. Taka biurokracja zdecydowanie mnie przerasta.
Oznajmiłam wszystkim, że możemy iść na Plac na 12.00 na Anioł Pański, bo niestety na mszę nie ma szans...

Ale...
Kiedy byłam na wieczornym spacerze z Lo. w piątek, na telebimach na Placu św.Piotra wyświetlała się informacja o niedzielnej mszy ...i że przepustki można odebrać w Biurze Jubileuszu 2025. Jakieś 500 metrów (po drodze do naszego lokalu)...Biuro w piątek było już zamknięte (do 17.00 działa poza sezonem). W sobotę rano postanowiliśmy pójść i zobaczyć czy przepustki jeszcze są. Uzgodniliśmy, że nawet jeśli będzie długa kolejka, to poczekamy...w końcu w mszy z papieżem nie uczestniczy się za często! Ponieważ Watykan i Zamek Świętego Anioła są blisko, więc wydłużyliśmy nieco drogę do Zamku i poszliśmy pod Biuro Jubileuszowe... jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że nie ma żadnej kolejki, przepustki są, a nadprogramowy obiazd zabrał nam może z 15 minut!

Msza na 10.00...doszliśmy do wniosku, że pewnie i tak ledwie wejdziemy na Plac Św. Piotra, papież będzie tylko na telebimie, ewentualnie, jak już nam się bardzo poszczęści, to zobaczymy małą białą kropkę w oddali..więc nie ma sie co spieszyć, pójdziemy tak na 9.30.

W drodze do Watykanu czuć było niedzielny poranek. Ulicę praktycznie puste, niewiele samochodów. Więc naprawdę bez przeszkód i spowalniania przez tłum dotarliśmy na Plac Św.Piotra.
1000038012.jpg

Tam nadal spokojnie. Zniknęli nawet bezdomni, których mijaliśmy w piątkowy wieczór..może zostali zaproszeni na uroczysty obiad z papieżem, który ponoć gościł w tym dniu 1300 ubogich? Tak czy siak, plac pusty, więc idziemy w stronę kolumnady, bo tak jest kontrola bezpieczeństwa. Nie było kolejki, podchodzimy, przechodzimy...idziemy dalej.

1000038013.jpg
Po prawej stronie bazyliki jakby trochę więcej ludzi, wszyscy kierują się do kościoła. To my też. I idziemy. Wspieliśmy się po schodach...ten kościół jest ogromny!!! Człowiek naprawdę czuje się jak pył na butach...poprowadzili nas w boczne przejście, jakimś korytarzem, jednym, drugim, wyszliśmy z budynku...

1000038017.jpg1000038020.jpg1000038019.jpg

Gdzie oni nas prowadzą??? Ale idziemy grzecznie za innymi, sporo ludzi, ale nie tłum...Kolejne drzwi, korytarz, schody.. I weszliśmy powrotem do środka kościoła. Na mszę??? To tędy, proszę zajmować miejsca.

Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie otwartym dla przeciętnego człowieka, który nie był duchownym, nie był lektorem na mszy, nie składał darów, nie śpiewał w chórze. Tuż za ołtarzem.
1000038024.jpg
A dokładnie o 10.00 obok naszej ławki (no dobra, drugą stroną nawy, ale dosłownie z 5 metrów od nas) wszedł (w sumie wjechał, porusza się na wózku) papież Franciszek!!!
1000038026.jpg1000038049.jpg
Mszę, sprawowaną głównie po włosku, ale z czytaniami i modlitwami w kilku innych językach, upiększonego anielskim śpiewem chóru stojacego tuż obok nas, mogliśmy śledzić w specjalnie wydanej książeczce, która stanowi dokładny transkrypt ceremonii.. nie było jedynie kazania Franciszka, które było oczywiście też po włosku.
1000038044.jpg1000038033.jpg

Naszego wielkiego zaskoczenia całą łatwością z jaką przyszło nam uczestniczyć w spotkaniu z papieżem, podniosłością twgo wydarzenia i miejsca nie zakłócił nawet fakt że:
- papież wyszedł inną drogą z mszy, więc drugi raz już go nie widzieliśmy na wyciągnięcie ręki,
- toaleta w Bazylice po mszy była już zamknięta, i co tu dużo kryć, wielka szkoda.
- tłum ludzi wychodzących z Bazyliki był do wytłumaczenia, biorąc pod uwagę wielkość tej świątyni - na pewno mieli gdzie się ukryć przed naszym przyjściem...ten tłum nas wessał, musieliśmy się trzymać w łańcuszku, żeby nikogo nie zgubić!
- tłum był też już na Placu św.Piotra, czekając na Anioł Pański, tak jakby w trakcie kiedy my byliśmy w środku, nastąpiło jakieś cudowne potrojenie wiernych (a właściwie to ich liczba wzrosła w ciągu geometryczny...istny potop głów!

1000038055.jpg1000038057.jpg

Zrobiliśmy sobie krótką przerwę na drugie śniadanie i pojechaliśmy do innej ważnej rzymskiej świątyni. A jeśli zapytać Lo. to pewnie usłyszymy, że najważniejszej!

Pojechalismy do świątyni włoskiego sportu - Stadio Olimpico!!! Wybudowane na polecenie Mussoliniego cetrum sportu olimpiadę gościło dopiero w 1960, a na codzień jest siedzibą Lacio Roma i AC Roma. Odbywają się tam mecze włoskiej reprezentacji narodowej, mecze Ligii Mistrzów, mecze rugby, zawody lekkoatletyczne oczywiście olbrzymie koncerty gwiazd współczesnej muzyki...
1000038060.jpg1000038065.jpg

Musieliśmy trochę poczekać w cieniu pinii otaczających stadion by w końcu zostać wpuszczonym do środka.
1000038071.jpg
A droga do środka nie wiodła przez bramki dla kibiców. O nie!

Zeszliśmy drogą, którą przyjeżdżają autobusy. Na ścianach pamiątkowe koszulki największych sław, które przejechały tą trasą (piłkarzy, muzyków i innych znanych (niekoniecznie mnie, ale powszechnie wiadomo, że ja mylę nawet Nirvanę z Metallicą, a co dopiero nazwiska piłkarzy))...
1000038074.jpg
Potem wejście do strefy medialnej i wywiad przed meczem.
1000038089.jpg
Po wywiadzie oczywiście idziemy się przebrać do szatni. Wysłuchać ostatnich wskazówek trenera...
Dzisiaj możemy zagrać w drużynie AC Roma...
1000038091.jpg
...lub Lazio...
1000038102.jpg
Ostatnie głębokie oddechy, narasta huk kibiców...ostatnie kroki przed rozpoczęciem meczu...
1000038103.jpg
...wbiegamy po schodkach, dajemy się połknąć błękitowi nieba, zieleni trawy, dopingowi wydobywającemu się z 72 tysięcy gardeł...
1000038106.jpg
...dziś bez numeru, ale uśmiechamy się do całego stadionu!
1000038113.jpg
Będziemy się wszystkiemu przypatrywać z ławki rezerwowych...
1000038121.jpg...
...tudzież z loży sponsorów...
1000038136.jpg
...a może jednak trochę bardziej jak przeciętny kibic?
1000038132.jpg

Niestety, jedyne rozrywki jakie rozegrały się dziś na płycie boiska, to gołębie zawzięcie walczące o palmę pierwszeństwa przy wyjadaniu nasion trawy z regenerowanej murawy...
1000038137.jpg

Po zakończonym meczu przeszliśmy przez salę bankietową (tym razem nie mieliśmy czego świętować) i na sam koniec restaurację (ceny zaskoczyły mocno na plus, spodziewaliśmy się zdzierstwa, tymczasem było taniej niż w samym środku Rzymu).
I tak zakończyła się nasza wizyta w świątyni sportu.

Dzień może nie był już taki młody, ale wciąż dawał wiele możliwości.
Po 40-minutowej przejażdżce autobusem dotarliśmy więc gdzieś w okolice Zatybrza i Akwentynu.

1000038147.jpg

Po drugiej stronie Tybru czekała na nas ostatnia walka dnia: walka z samym sobą i własną szczerością!!!
Czekała na nas bazylika Santa Maria in Cosmedin. A w jej przedsionku: Usta Prawdy.
1000038146.jpg
Walka z sobą zaczęła się, kiedy tylko podeszliśmy pod kościół...I kolejną kolejkę, ustawioną po rzymski "must-do".
To była walka ze zmęczeniem, z głodem, z własną niecierpliwością..
Serio! Naprawdę zależy nam na tym, żeby sprawdzić, czy jakaś cudowna pokrywką z wodociągów nie odgryzie nam czasem ręki za kłamstewka mniejsze bądź większe?
1000038148.jpg1000038152.jpg1000038149.jpg
Okazało się, że zależało, kolejka poruszała się szybko i sprawnie, my mieliśmy czas na opowieści o Ustach Prawdy i ich roli w średniowiecznym Rzymie...
Antyczna pokrywa, prawdopodobnie wodociągów czy też kanalizacji, na co wskazuje podobizna Okeanosa okalająca słynne usta, w wiekach ciemnych zatrudniona została w roli wyroczni. Oszustów, wiarołomców i krzywoprzysięzców karała odgryzieniem dłoni..oczywiście odrąbane dłonie kat zbierał po wykonanej robocie. Legenda mówi, że Usta Prawdy przestały działać, kiedy to zostały sprytnie oszukane przez kobietę. Nie skłamała, ale nie powiedziała też prawdy, naciągając fakty do swojej wersji wydarzeń. A skołowane Usta zamilkły do dnia dzisiejszego. No powiedzmy, że zamilkły...teraz słychać wokół nich Babel turystów grzecznie czekających na moment dobrowolnego wsadzenia dłoni w gardziel kata. I bezpieczne jej wyjęcie, kiedy kliknie migawka, chwilą zostanie uwieczniona a strażnik krzyknie "Następny"!
1000038163.jpg

Na koniec dnia..spacer wśród starożytnych ruin, przez zakamarki Teatru Marcello, wprost w serce dawnej żydowskiej dzielnicy...getta właściwie, które działało tam przez kilkaset lat...
1000038171.jpg1000038174.jpg1000038190.jpg1000038183.jpg1000038186.jpg1000038177.jpg

Tam w końcu znaleźliśmy restaurację, podsłuchaliśmy wykładu na temat karczocha w kuchni rzymsko-żydowskiej, dowiedzieliśmy się się, że właśnie jest sezon na karczochy...
1000038189.jpg1000038188.jpg

Zamówiłam więc danie z karczochem. Dobre, ale...znów nieco za słone.
Przez Plac Giordano Bruno dodreptaliśmy w końcu do naszej miejscówki. ..To była niezapomniana niedziela!

PS. Mewy nadal mas śledzą. W Watykanie wygoniły ich tryliony turystów, ale na Stadio Olimpico już się nie kryły...
1000038143.jpg

Posted by Kawki4 22:48 Archived in Italy

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login