A Travellerspoint blog

Zagubieni

Zamek Św.Anioła, Piazza Navona, Schody Hiszpańskie, Fontanna di Trevi, Panteon, Il Gesu, Campo de Fiori

sunny 16 °C

Zamknięte okiennice i zmęczenie poprzedniego dnia oznaczało jedno - rano spaliśmy i spaliśmy i na podbój Rzymu udało nam się wyjść dopiero po 10-tej.

Ruszyliśmy dziś w stronę przeciwną do Koloseum, z poważnym zamiarem przekroczenia rzeki. Tyber czy Tybr? Oto jest pytanie, którego język polski jednoznacznie nie rozstrzyga. Niemniej jednak, zanim tam doszliśmy, weszliśmy do miejsca, które niegdyś uważano za bramę piekła - tak przynajmniej uważali starożytni Rzymianie. Aby trzymać złe moce w ryzach, wybudowali tam ołtarz dla Dis Pratera i bogini Prozerpiny - władców podziemi. Kiedy starożytni odeszli w niepamięć, chrześcijanie przejęli to miejsce i postawili swoją świątynię, która później stała się domem św. Filipa i jego zakonu. Kiedy Filip się zadomowił zaczęto przebudowę kościoła - i mimo że oficjalnie jest pod patronatem św. Marii in Vallicella, to popularnie od 1575 roku zwanym Kościołem Nowym (Chiesa Nueva). Czy nadal strzeże wrót piekieł? I co tam się działo, że dawno dawno temu, pojawiło się takie przekonanie dotyczące tego miejsca? Może ktoś zakopał tam skarb i rozsiał plotkę by nikt tam nic nie szukał... może w niewyjaśniony sposób ginęli tam ludzie? Może jakieś wyziewy siarki z ziemi? Któż to teraz zgadnie. Wszystko jest doskonale zalane posadzkami, nic nie wyjdzie z czeluści! Nad kolorowymi marmurami bogato zdobione wnętrze barokowe, niektóre oryginalne malowidła (np. Rubensa) trafiły do jednego z licznych rzymskich muzeów. My zwróciliśmy uwagę na kaplicę Aniołów i obraz wygnania upadłych aniołów...trafił do wyobraźni.

d37bcd50-a51f-11ef-8e98-0793196eedb1.jpgd35cd3a0-a51f-11ef-aed8-f34c5468dbae.jpgd339bb40-a51f-11ef-8b3c-3f51a85f478e.jpg

Potem zrobiliśmy jeszcze mały detour w przygotowaniu na dzień kolejny i w końcu stanęliśmy u wrót Mauzoleum Hadriana znanego szerokiej publiczności jako Zamek Świętego Anioła (tu pytanie na które również nie mam odpowiedzi...dlaczego Świętego Anioła, czy wszyscy Aniołowie nie są święci? Czy to nie pleonazm?) Potraktujmy to jak figurę retoryczną wzmacniającą świętość miejsca...znaczenie tego Anioła, który zapowiedział koniec plagi, i w podzięce dostał zamek? Z odzysku, ale jednak...

Obok Koloseum Zamek Świętego Anioła pojawia się chyba najczęściej w filmach umiejscowionych w Rzymie...i naprawdę jest to budowla niezwykła, i jak kilka w tym mieście pozwala na zagubienie się w czasie...Bo historia nałożona jest tu na siebie, kolejne wieki i kolejni właściciele znajdowali dla niej inne zastosowienie.

1000037524.jpg
Zamek ŚwiętegoAnioła w świetle dnia

Oryginalnie Mauzoleum, czyli grobowiec cesarza Hadriana (tego od muru w Brytanii), jego rodziny i następców funkcjonował jako nekropolia do 3 w.n.e.. wewnętrzne rampy z fragmentami mozaiki, sala z urnami...tak, był to całkiem okazały grobowiec. Potem został zamieniony w..więzienie. Z czasem włączony w mury obronne Rzymu, stracił wiele uroku, gdy obrońcy rzucali w atakujących Gotów nie tylko kulami ale i rzeźbami, którymi rzymscy cesarze upiększyli swój ostatni ziemski przybytek...No ale wtedy był już fortecą i więzieniem, nie potrzebował takich ozdobników...wkrótce pojawił się jednak symbol Anioła, na razie w formie nazwy i kaplicy, bo już w w 608 r.n.e objawił się papieżowi jako zwiastun boskiego przebaczenia i zakończenia plagi będącej wyrazem gniewu Bożego...Potem Zamek rósł, zarówno jako forteca (połączona tajnym przejściem z Watykanem umożliwiała papieżom schronienie w razie zawirowań politycznych) jak i więzienie ( trzymano tu i torturowano Giordano Bruno za jego herezje na temat teorii heliocentrycznych).
W połowie XVIII pojawiła się statua Anioła na szczycie zamku, który stoi tam do dziś. Zastąpił XVI-wieczego Anioła dłuta Rafaela. Ten z kolei musiał przejść na emaryturę - chyba dlatego, że odpadły mu skrzydła. Stoi dziś na wewnętrznym dziedzińcu i pilnuje wejść do papieskich komnat. Jeszcze przed II wojną światową Zamek został Muzeum...
Liczne przebudowy doprowadziły do splątania nie tylko historii, ale i korytarzy, przejść, komnat. Zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia.
1000037580.jpg1000037527.jpg1000037578.jpg1000037577.jpg1000037550.jpg1000037542.jpg1000037541.jpg1000037532.jpg

A najbardziej zapadający w pamięć jest taras Świętego Anioła, tuż pod mieczem figury. A widoki na Rzym i Watykan...1000037554.jpg1000037788.jpg1000037809.jpg1000037567.jpg1000037543.jpg1000037569.jpg

Po wyjściu z Zamku była chwila trwogi. Bo...nagle zniknął mój telefon. Był...I nie ma. Ktoś napomknął o grupie za nami...w kieszeniach nie ma. W torebce nie ma...panika...tam jest WSZYSTKO!!! Ale ja czasem jestem jak pan Hilary...i telefon chwilę wcześniej wrzuciłam do plecaka Dawida, jak wyciągałam wodę, czekając aż pół wycieczki zakończy wizytę w toalecie. Tylko ostatnie co odnotowałam w pamięci, to że był w kieszeni...a potem go nie było. Na szczęście tryb paniki zakończył się w 5 minut, ale czujność wzrosła o 200%. Bo..tłum pod Zamkiem i na moście św. Anioła to nic w porównaniu z tym, co było dalej...

A dalej była najpiękniejsza, a może najbardziej ozdobna i najbardziej znana, historyczna część miasta, z ikonami architektury renesansu, baroku i oświecenia...Co prawda ikony te, jak na prawdziwe perły przystało, są obecnie szczelnie zapakowane w pudełka z rusztowań, ale i tak można liznąć tego geniuszu rzeźbiarzy i architektów tamtych czasów.

Myślę że liznąć to odpowiednie słowo...jak już weszliśmy w wąskie uliczki by zagubić się w historycznej rzymskiej starówce, to
zaczęliśmy od lodów...bo włoskie gelatto są obowiązkowe!

1000037595.jpg1000037834.jpg1000037589.jpg1000037586.jpg

A potem to już prawie jazda bez trzymanki, a właściwie właśnie z trzymanką, żebyśmy się czasem nie pogubili w tłumie najeźdźców z wszystkich stron świata...
Piazza Navona na początek- jest tłoczno, rusztowania odbierają urok, kościół św. Agnieszki zamknięty bo sjesta, chyba już trochę głodni.. Wyobraźnia nie pozwala sobie wyobrazić, że ten Plac starożytnym służył za stadion, a renesansowym za jezioro...Jest głośno, tłoczno, nie szumią fontanny...

1000037612.jpg1000037606.jpg1000037603.jpg1000037607.jpg

Przeszliśmy Plac raczej szybko, w nadziei, że odnajdziemy trochę urokliwego Rzymu dalej na trasie. Nic bardziej mylnego.

O ile nadal architektura zachwycała na każdym kroku, o tyle wraz z liczbą turystów na metr kwadratowy chodnika, urok miasta tracił kolejne punkty. Zamiast zachwycać się otaczającymi nas zabytkami, koncentrowaliśmy się na tym, by nie zgubić siebie nawzajem i zawartości swoich kieszeni/plecaków/ torebek...
1000037619.jpg1000037622.jpg
Nawet auta w tej okolicy oszczędzają przestrzeń:
1000037620.jpg

Zabytki niewątpliwie piękne i jedyne w swoim rodzaju, przejaw kunsztu i ludzkiego geniuszu tamtych czasów. Dziś pewnie trzeba przyjść skoro świt, żeby się nimi nacieszyć. A jak się jest w środku dnia, to trzeba uzbroić się w...cierpliwość. I minimalizm. Jeden rzut oka wystarczy, chodźmy dalej. I trochę kreatywności się przydaje, żeby uchwycić ten moment i kąt, żeby nie było tłoku w kadrze;)

Schody hiszpańskie:
1000037629.jpg1000037638.jpg1000037630.jpg1000037635.jpg1000037639.jpg

Fontanna di Trevi
1000037651.jpg1000037656.jpg1000037649.jpg

Panteon
1000037669.jpg1000037664.jpg
1000037667.jpg1000037672.jpg

Do Panteonu nie udało nam się wejść...ze względu na zbyt dużą ilość turystów ograniczono zwiedzanie. Więc ten kolejny z wehikułów czasu w Rzymie, łączący geniusza antyku z współczesnością przez 2 tysiące lat ciągłego użytkowania, zobaczyliśmy tylko z zewnątrz. A i tak zrobił wystarczające wrażenie!!!

1000037673.jpg

Za to tuż za rogiem natrafiliśmy na ciekawy kościół Santa Maria Sopra Minerva. A właściwie najpierw na zad słonia, który podtrzymuje obelisk przed tymże kościołem. Ponoć Bernini, wielki rzeźbiarz owych XVII-wiecznych czasów, w odwecie na papieżu, który wtrącił swoje 3 grosze w wygląd samego słonia, zadarł mu ogonek odsłaniając zad (Bernini musiał słoniowi pod brzuch wrzucić kawał kamienia, który ukrył wydłużonym "siodłem", bo papież obawiał się, że same nogi nie utrzymają obelisku). Nie wiadomo kto miał rację w tym sporze, i czy słoń bez podpory pod brzuchem, a za to z przyzwoicie umieszczonym ogonem, stałby do tej pory. Ten przykuwa uwagę, ma swoją anegdotkę i żyje swoim życiem, obojętny na zawieruchy wieków, które trzyma na swoich barkach. Sam kościół - cytując jednego z uczestników wycieczki - brakłoby nam roku, gdyby każdy kościół w Rzymie dokładnie oglądać...

1000037674.jpg1000037678.jpg

Był jeden kościół, którego nie chcieliśmy jednak odpiścić...Il Gesu, uznawany za pierwszy kościół w stylu barokowym, który to zapoczątkował kolejną epokę w dziejach sztuki...I umieszczony na kartach podręczników do historii klasy VI ;)

Więc nawet pomimo konieczności czekania na zakończenie sjesty, Il Gesu został dopisany do listy odnalezionych obiektów:

1000037681.jpg1000037683.jpg1000037685.jpg1000037696.jpg

Na naszej drodze ponownie pojawił się Plac Argentyński i tym razem mieliśmy czas na odszukanie mieszkających tam kotów. Wypatrzyliśmy ich chyba z 10!

1000037703.jpg1000037705.jpg1000037700.jpg1000037706.jpg1000037711.jpg

Kolorowymi uliczkami, mijając piekarnię, w której można było kupić ogromną mortadelę i szynkę, trafiliśmy na "Pole Kwiatów" czyli Campo di Fiori.
1000037721.jpg
Niegdysiejszy ogród/warzywnik Rzymu, potem wielkie targowisko wokół którego rozwijał się Rzym rzemieślników. My znamy Campo di Flori bardziej z wiersza Miłosza niż z historii Rzymu, niemniej jednak pomnik Girodano Bruno w miejscu jego spalenia, w kapturze, patrzący z wyzwaniem w stronę Watykanu, nadal niesie swoje przesłanie. Wolność słowa i prawo do swoich przekonań...
1000037730.jpg1000037729.jpg

Życie jednak toczy się dalej, na Campo di Fiori nadal za dnia królują kupcy, zachęcający do swoich towarów, coraz częściej niestety nie oliwek i cytryn, kwiatów czy winogron (choć to też są) a raczej towarów dla turystów, w postaci wszędzieobecnej pasty gladiatorów czy limoncello (również w "gladiatorskim" szkle)
1000037725.jpg

I również jak niegdyś, wokół pełno knajpek, my też w jednej zasiedliśmy, patrząc jak z targowiska Plac sprawnie zamienia się w gwarne miejsce spotkań turystów i nie tylko...
1000037727.jpg

Całe szczęście, że w tym tłumie turystów jednak się całkiem nie zagubiliśmy!

Posted by Kawki4 22:29 Archived in Italy

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

This blog requires you to be a logged in member of Travellerspoint to place comments.

Login