Witamy w Wiecznym Mieście
Dobre miłego początki
14.11.2024 - 14.11.2024
12 °C
Tegoroczne listopadowe nasłonecznianie postanowiliśmy zrealizować w stylu "city break" i trochę zagrać z pogodą w słoneczną ruletkę. Postawiliśmy na Rzym.
W Rzymie w listopadzie na pewno nie jest upalnie, ale może być całkiem przyjemnie. Może też być bardzo nieprzyjemnie, bo wiadomo, to w końcu listopad. Jeszcze kilka dni temu pogodynki nie wróżyły zbyt dobrze - przeciwdeszczowe kurtki i parasol trafiły do walizek. Dzisiaj jednak, pomimo że lądowaliśmy pod kołderką z chmur, prognoza nam sprzyja...może formuła city break przełamie naszą pogodową passę?

Sam widok Rzymu z lotu ptaka robi wrażenie, zwłaszcza jeśli udaje się wypatrzeć zarysy miejsc, które mamy w planie odwiedzić, znamy z relacji telewizyjnych i licznych filmów. Nie ma tu drapaczy chmur, są okrągłe place, kolumny, regularnie ułożone ulice i wijacy się w środku tej regularnej zabudowy Tyber...


Po wylądowaniu wszystko poszło sprawnie jak po sznurku: autobus z lotniska Fiumicino do dworca Termini, a stamtąd kolejny na Corso Vittorio Emanuele II. Po drodze mijaliśmy biznesową dzielnicę EUR pełną biurowców, obok starożytne ruiny, kilkusetletnie mury, bramy, pałace. Miasto, w którym dokonania architektoniczne całych tysiącleci stoją dumnie obok siebie. Mijamy kościół obok kościoła, mężczyzn z pejsami, kobiety w chustach. Obok wloskiego (i polskiego) słychać angielski, niemiecki, czeski i inne języki. Miejsce spotkań cywilizacji i kultur.
Dzisiaj poszliśmy na mały spacer po okolicy (mieszkamy w samym centrum), uzupełniliśmy prowiant na kilka następnych dni, i oczywiście wybraliśmy się na pierwszą prawdziwie włoską pizzę!!!


I jedyny nieco mniej przyjemny incydent (choć nie można powiedzieć, że jakiś niemiły) to spotkanie z Sambą...
Zawołał za nami, czy my z Polski, że jego siostra mieszka w Warszawie od 15 lat, że on bardzo Polskę j Polaków szanuje, i proszę, w prezencie, bransoletka, z Zanzibaru, i dla mami prezent i papi niech też coś dostanie...bo on tak Polaków lubi i szanuje...a jutro jego córka ma urodziny, kończy 10 lat i czy może mamy dla niej jakiś prezent? Bach, haczyk zacięty, każdego w naszej grupie obdarował prezentami, to my jego córce możemy też coś dać? Na przykład....pieniądze???

No i rybka musi spełnić życzenie...cóż. Daliśmy się złapać na jeden z najstarszych i najprostszych haczyków na turystów.
Ale nie zepsuło nam to humoru. O nie..zwłaszcza że tuż za rogiem odkryliśmy sklepik, w którym sprzedają makaron w kształcie penisków...hmmm. Zapowiada się ciekawych kilka dni!

